"Ludzie mówią, że powinienem być urzędnikiem. Piję dużo kawy i mam wszystko w dupie."
Zanim poszedłem do urzędu myślałem, i to całkiem poważnie, że to normalne miejsce pracy jak każde inne. Że rano pójdę do pracy i po 8 godzinach wrócę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zmęczony, ale zadowolony- ze swojego dzieła, z wkładu w rozwój lokalnej społeczności no i z pensji. Moje wyobrażenie nie mogło być chyba bardziej mylne...
Oto zapiski z mojej pracy, spojrzenie “od wewnątrz” na pracę w jednym z polskich urzędów. Przy okazji zastrzegam sobie prawo do podkolorowania moich historii, ale o nie więcej niż 10%. ;)

czwartek, 3 grudnia 2015

Dzień sto dziewięćdziesiąty- IT Crowd

Serial ten bardzo przypomina mi urzędową rzeczywistość. Pod każdym względem. Nawet bohaterowie podejrzanie zbliżeni do siebie fizjologicznie. Ale to co odwalają… Matko bosko…
Ogółem pod względem zabezpieczenia technicznego Urząd trzyma się na dobrych chęciach sprzętu. Gdy one znikają, to nic nie działa i nic nie da się z tym zrobić. Kompletnie nic, wszystko wisi, informatyków ze świecą szukać, stan zawieszenia może trwać tygodniami.
Do większości zadań, jakie wykonuje starcza mi moja starożytna, czarno-biała drukarka. Ale czasem się zdarza, że muszę wydrukować coś niestandardowego, najczęściej w rozmiarze A3. Za małe to na ploter, za duże na mojego grata. Szczęśliwie jednak w Urzędzie jest kilka drukarek A3 i z właścicielem jednej z nich żyję w dobrych relacjach, więc zawsze poratuje w potrzebie. Pytanie za sto punktów- w ilu drukarkach A3 może w tym samym czasie brakować tuszu? Odpowiedź- we wszystkich. Latałem jak pies z wywalonym jęzorem w górę i w dół i z powrotem i nazad. Aż wreszcie polazłem do jaskini IT, żeby samemu zgłosić ten fakt i utwierdzić się w przekonaniu, że faktycznie do wszystkich nie ma tuszu i nie wiadomo kiedy będzie, więc ostatecznie poleciałem do punktu ksero…
Jeszcze lepszy jest BIP (Biuletyn Informacji Publicznej). Ten szajs to jest prawdziwa kula u nogi naszych informatyków. Nigdy nie mają czasu na jego uzupełnianie i publikacje lądują w necie średnio z 2-3 miesięcznym opóźnieniem. Doszło ostatnio do sytuacji, gdzie obrady rady transmitowane przez radio, telewizję i internet zostały odwołane, bo “technicy-magicy” nie zdążyli opublikować o niej informacji…
Oczywiście ich skrajne lenistwo (nie wyróżniające się jakoś specjalnie na tle całego Urzędu) nie jest jedynym powodem tragicznego stanu rzeczy, choć faktem jest, że nie robią wiele, żeby się to zmieniło. Np. zwiększyło finansowanie. Zdecydowana większość komputerów chodzi ciągle na XP i Wordzie 97. Trochę na Viście. 7 jest prawdopodobnie mniej niż 98. 8 i 8.1 są pojedyncze sztuki, 10 nie ma. Sam sprzęt równie leciwy co i OSy. Ja siedzę na 8 letnim 2 gigowym pentiumie z grafą intela, 2 giga ramu i jakoś 100 gigowym dyskiem. Dodatkowo mam walnięty zasilacz, który jak ma wyjątkowo dobry dzień zmusza mnie do restartowania kompa 40 razy dziennie. Serio, liczyłem. A i popsute gniazda USB oraz martwy pixel na monitorze, na szczęście na pasku, więc nie przeszkadza tak bardzo. Nie mówię, że potrzebuję jakiegoś potwora do pracy, ale chciałbym Wam przypomnieć, że m.in. robię mapy i plany na obrazach 15x15k px i wadze kilkudziesięciu MB w jakże profesjonalnym programie do tych zastosowań, jakim jest GIMP. A tymczasem komputer dostaje zadyszki przy przełączaniu dwóch, jednostronicowych dokumentów w Wordzie.
Brak kasy to jednak tylko jeden z problemów. Drugim są już tradycyjnie chyba użyszkodnicy. Znajomość obsługi komputera w Urzędzie jest ogółem znikoma. Są pojedyncze przypadki, które faktycznie to ogarniają i tworzą różne cuda w Corelu, które potem przenoszą na papier ploterem, ale większość ma problem z zakupami na Allegro czy Zalando, a to i tak główne operacje wykonywane przez nich na komputerach służbowych. Aby było śmieszniej, to nie zawsze są to Dziady, sporo młodych ludzi w wieku poniżej 40, czy nawet 30 lat ma kłopoty. Informatycy, z tego co mówią, jak zaczynają odrobaczać od 5 piętra, to kończąc 4 mogą z powrotem wracać na 5. Nie wiem tylko, czy to wynika z wyjątkowych zdolności urzędników, czy wyjątkowego lenistwa IT.
Teraz pomyślcie sobie, że na części tych komputerów jest prawie wszystko o Was- dane osobowe, akty urodzenia, ślubu, cokolwiek, jakie płacicie podatki, jakie macie nieruchomości, etc., etc.
Jedno, co mnie pociesza to, że nie tylko mój Urząd jest na bakier z internetami. Choć właśnie sprawdza, że chyba po moim soczystym mailu (na który nota bene nikt nie raczył odpisać) trochę się poprawili. Dlatego przybliżę Wam, jak wyglądała strona PIPy (Państwowe Inspekcji Pracy) jeszcze kilka tygodni temu. W dziale “e-Urząd” w zakładce “e-Porada” nie było nawet jednego adresu e-mail czy formularza do wypełnienia, tylko adresy (fizyczne) i telefony wojewódzkich PIP…

Jeśli zastanawiacie się czy e-Porada w e-Urzędzie e-PIPy była mi potrzebna do podpierdolenia Urzędu to tak, dobrze się domyślacie.

12 komentarzy:

  1. Świetnie :)
    Tak polazłam sobie tutaj http://www.bip.pip.gov.pl/pl/bip/skrzynka_podawcza i czytając o "metodach dostarczania dokumentów elektronicznych do GIP" natknęłam się na to oto: "Akceptowalne formaty załączników to: a. DOC, RTF ...". Naturalnie mniemam ze o Offisie 2007 (tym bardziej o nowszym) nikt nawet tam ne słyszał, wiec DOCX to sobie można w kosmos wysłać.
    Tak, tak, po nowy dowód to ja się osobiście pofatyguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdziwiłbym się, gdyby tak właśnie było i dostęp do .docx był mocno ograniczony :P

      Usuń
    2. A to jakiś problem, aby dokument tworzony w "najnowszym" Wordzie (z którego możliwości przeciętny użytkownik - także urzędnik - korzysta w może 10%?) zapisać w formacie *.doc? Czy może takie zadanie przekracza możliwości intelektualne przeciętnego petenta? Bo pragnę nadmienić, że niektóre urzędy nie mają "najnowszych Wordów i offisów" - albo nie stać na zakup (vide: wzmianka w notce!), albo nie ma on racjonalnego uzasadnienia. To co, każdy urząd ma co roku kupować najnowszą wersję? Za wasze pieniądze pochodzące z podatków?! Mi, jako urzędnikowi, właściwie powinno to być wszystko jedno... Ale nie jest.

      Usuń
  2. W urzędach oczywiście jest taka prawidłowość, że sprzęt komputerowy przypisywany jest nieadekwatnie do potencjalnych potrzeb i możliwości użytkowników. U mnie w urzędzie, szczebel dyrektorski umiejący obsługiwać tylko pocztę posiada laptopy klasy i5/i7 z win7, natomiast pracownicy, którzy potrzebują pewnej mocy obliczeniowej (serwisy GIS) działają na jednogigahercowych celeronach, i XP'kach, które - przy powszechnym, wspomnianym przez Ciebie zarobaczeniu - mają problem z obsługą pdf'a w rozmiarze nieprzekraczającym 1MB. Różnica jednak jest taka, że tu jednak są ludzie ogarniający SQL'a, czy chociażby office'a na poziomie tworzenia kwerend,makr itp. No ale to miasto pow. 700 tys. mieszkańców haha;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie. Dlatego ja cisnę na starej drukarce przy której jak się chwilę napoci to w miarę równo zadrukowuje stronę, a Szef dostał nowego Officejet ze skanerem, faxem itp :P

      Usuń
    2. @Poradnik Subiektywny & @Młody Urzędnik: To co opisujecie, to patologia... Z patologiami należy walczyć! Chyba, że wygodniej jest położyć uszy po sobie i podkulić ogon...

      Usuń
    3. Problem jest taki, że system urzędowy zorganizowany jest w sposób uniemożliwiający walkę z nim ;) W sumie nawet nie wiem jak miałbym z taką patologią walczyć.
      Iść do szefa informatyków, jebnąć pięścią w stół "gdzie kurwa mój tusz?"? Po tym w życiu nie doczekam się czegokolwiek. Podpierdolić go do ścisłego szefostwa? Już widzę tą rozmowę.
      -Szefie, nie ma tuszów od dłuższego czasu, tak się nie da pracować.
      -Wołać informatyka.
      -Co jest szefie?
      -Czemu nie ma tuszu.
      -Bo nie ma. Nie przyszedł, nie mają w sklepie, nie ma kasy, nie ma czasu (niepotrzebne skreślić).
      -No widzisz Młody, nie ma, idź se skołuj, a ty siadaj każę kawkę przynieść.

      Masz tylko 2 możliwości- grać wg ustalonych patologicznych reguł, lub poszukać szczęścia gdzie indziej. Zmieniać coś możesz, jeśli będziesz kierownikiem urzędu. A i wtedy trzeba uważać, bo kierownik nietykalny też nie jest...

      Usuń
  3. A audyty jakieś, kontrole, cokolwiek itp. są robione?

    U mnie w urzędzie (administracja centralna) nowoczesność poszła z kolei zbyt daleko - wszyscy użytkownicy nie pracujący w terenie pracują na wirtualnych stacjach roboczych, co powoduje paraliż przy awarii systemu (na terminalach, które wyświetlają te pulpity lokalnie nie da się praktycznie nic zrobić). System ten przy bardziej wymagających zadaniach jest wydajny tylko poza godzinami pracy, gdy nie trzeba sie z nikim dzielić mocą serwera. A normalnie to mój 6 letni laptop go przebija ;)

    Ale za to nie ma wirusów, Allegro i fejsa - no chyba, ze przez telefon ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to? Pracować bez Allegro i fejsa? To chyba łamie podstawowe prawa człowieka, a przynajmniej pracownika... ;)
      U mnie by coś takiego nie przeszło. Głównie dlatego, że sama sieć działa tak, że nie działa i przesłanie czegoś z komputera A do B wymaga użycia komputerów C i D oraz pendrive ;)

      Usuń
    2. Kolega Młody Urzędnik pisze o rzeczach nie do uwierzenia - ale to wyłącznie efekt tego, że w jego "firmie" panuje totalny burdel.
      Tusze: Kto odpowiada za składanie zapotrzebowań? Kto za ich realizację? Kto i na jakim etapie nie dopełnił obowiązków? Naprawdę nie ma tam u was wyższych przełożonych?
      BIP: Pierwsze słyszę, aby od wprowadzania treści był informatyk... W normalnie funkcjonującym urzędzie za publikację treści odpowiadają właściwi pracownicy merytoryczni. Informatycy dbają, aby BIP działał i był dostępny.
      Finansowanie zakupów: Informatycy mają na wysokość środków taki sam wpływ, jak Ty na wysokość swojej wypłaty. Wiem co piszę.
      OSy i back-office: W dobrze zorganizowanym i funkcjonalnie zabezpieczonym pod względem informatycznym urzędzie OS i "offis" mają najmniejsze znaczenie - LAN na styku z WAN (ale też wewnątrz!) powinien być chroniony, a sam WAN jak najbardziej restrykcyjnie ograniczony (Q...wa! "Fejsy" w pracy? Twitter? Allegro? Zalando? Gry? Ja pierdziu... Może jeszcze porno i filmy z torrentów?). Dokumenty na lokalnych dyskach?! Słyszeliście kiedyś coś o serwerach? Robisz chociaż kopie tych dokumentów? Jeśli tak, to gdzie?
      "Użyszkodnicy": Raz - to wina przełożonych, że dobierają/trzymają niekompetentnych ludzi. Dwa - to wina organizacji pracy: nie stawia się zadań i nie rozlicza się z nich. Trzy - to wina takich jak Ty: robiąc coś za kogoś tylko dlatego, że "się znasz" przykładasz rękę do tego debilizmu.
      Informatycy: W sumie to jednak rzeczywiście głąby bez kompetencji... Nie ma domeny? Nie ma zdalnego zarządzania? Nie ma ochrony? Nie ma restrykcji? Nadzoru? Kontroli? Rozliczalności? Przecież to podpada pod prokuratora... Z tym, że to ich przełożeni jako pierwsi przed nim by stanęli. Ale i zwyczajnych użytkowników nikt o zdrowych zmysłach by nie odpuścił - czyż nie podpisywali regulaminu pracy? Zasad dostępu do informacji i ich ochrony? Zobowiązań do zachowania poufności?

      Daj bliższy namiar na swój urząd (wydział już znam ;)) - sam was podpierdolę gdzie trzeba!
      I zrobię to z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej ;)

      Usuń
    3. 1:
      Tak, a burdel to najlżejsze określenie tego, co się u mnie dzieje ;)
      Tusze: nikt nie odpowiada. Tzn nikt i wszyscy. Potrzebuję przedłużacza, dzwonię w jedno miejsce, każą w drugie, dzwonię w drugie, każą w pierwsze. Mówię, że dzwonię z pierwszego bo kazali do drugiego, to słyszę, że chyba ich pojebało. A wyżsi przełożeni ogółem mają to w dupie, bo nie są od tego, ewentualnie rozwiążą problem w sposób, który tylko go pogorszy...
      BIP: słowo-klucz "normalnym" :D To zdecydowanie nie mój. Po tamtej akcji wspomniani wcześniej wyżsi przełożeni wzięli się za naprawę sytuacji i wierz lub nie, ale w tym celu powstało dodatkowe zarządzenie, jakieś organy kontroli, założone zostało kilka dodatkowych skrzynek mailowych, etc. Nawet nie pytaj po co :D
      Finanse: wiem, ale to nie był z mojej strony do informatyków tylko szefostwa ;)
      Osy: Porno nie, ale portale randkowe tak. Srsly. Osobiście, też nie uważam żeby akurat fejsy i allegra były tragiczne naganne pod warunkiem, że to nie jest meritum dziennej aktywności. Już pomijam, że 1/3 mojego fejsa to różne agregatory treści związane z moja działką, bo pewnie jestem jedynym w urzędzie, który w ten sposób wykorzystuje ten portal.
      Oczywiście, że na dyskach lokalnych i tylko tam. Część kopiuje ważniejsze rzeczy na pendrive'y, za co w sumie dostali zjeby od informatyków. Serwery xD Nie no, to już u mnie w firmie marzenie senne.
      Użyszkodnicy: tak, to wina przełożonych i chyba nie raz tu pisałem, że niewyobrażalna jest dla mnie sytuacja zatrudnienia do pracy na koparce kogoś nawet bez prawa jazdy, podczas gdy w urzędach to norma.
      Z zadań się rozlicza tylko, że papier przyjmie wszystko. Zadania są wykonane, a jak? Kogo to obchodzi...
      Tak, przykładam. Tylko, że to głębszy problem. Już pomijam kwestię zwierzchnictwa Szefa nade mną i tego boskiego zapisu w zakresie obowiązków "oraz wszystkie zadania zlecone przez przełożonych". To też kwestia tego, że mam świadomość, jeśli tego nie zrobię, to zrobione zapewne nie będzie. A to z kolei znaczy, że Bogu ducha winny petent nie dostanie lub dostanie z ogromnym opóźnieniem to na co czeka. Wiem, powinienem do tego doprowadzić, żeby problem naturalnie wypłynął, ale to jak będę miał całkowicie wywalone na robotę, w takim wypadku na 80% ją stracę.

      Usuń
    4. 2:
      Informatycy: Nie, nie, nie i nie, niczego nie ma. Tzn. ogółem wszystko się kręci. Jak przyjdzie kontrola, to nawet niezbyt się do czegoś przyczepią. Ogółem wszystko trzyma się na taśmie klejącej, ale się trzyma. Organizacji nie ma, ale z chaosu wychodzi coś, co w tłumie przejdzie i da się wybronić bez większych konsekwencji. Jakieś tam zalecenia będą, się je na odpierdol wdroży i przejdzie nad tym do porządku dziennego. Wspomniane wcześniej pendrive'y miały być zablokowane w całym urzędzie poza wyznaczonymi egzemplarzami. Miały, rok temu? Temat umarł śmiercią naturalną. Miała być ogarnięta sieć urzędowa, żeby patafiany nie wrzucały tam wszystkiego jak leci. Ani słychu, ani widu.
      I ja trochę współczuję moim informatykom. Wyobraź sobie, że wpadam do nich ostatnio koleś jedna klawiatura na kolanach i robi komuś kompa, ramieniem trzyma słuchawkę i instruuje przez nią jakiegoś urzędnika odnośnie czegośtam, a ja jeszcze chcąc, a bardziej nie chcąc truję mu żeby sprawdzić czy 8 miesięcy temu nie wpłynął przypadkiem jakiś mail. Teraz uwaga- maile urzędowe przyjmują i rozdzielają informatycy. Nie sekretariat czy biuro podawcze mimo, że w każdym z tych miejsc pracuje więcej ludzi niż mamy zatrudnione informatyków...

      Jak tylko się wyrwę, to od razu podam. Do czasu aż nie ewakuuję się, to będę miał obawy za każdym razem gdy będę pił kawę :D
      Ale kontrolę już mieliśmy- i po części zwrócili uwagę na szeroko pojęte zabezpieczenie informatyczne. I to rządową. Jak się skończyła "macie szczęście, że nie kontrolujemy tego", od miesięcy cisza, choć profilaktycznie coś tam urząd połatał. I idę o zakład, że nic z tego nie będzie, bo oni doskonale wiedzą, jaki jest bajzel i jaka jest tego skala w Polsce.

      W każdym bądź razie, ja nie mam nadziei, że to się zmieni w przewidywalnym okresie czasu. Jeśli u Ciebie jest inaczej i lepiej, to się cieszę i zazdroszczę. Widać specyfika różnic w wielkości urzędu ;) (A co dopiero się dzieje, w urzędach, gdzie pracuje 20kilka osób?...

      Usuń