"Ludzie mówią, że powinienem być urzędnikiem. Piję dużo kawy i mam wszystko w dupie."
Zanim poszedłem do urzędu myślałem, i to całkiem poważnie, że to normalne miejsce pracy jak każde inne. Że rano pójdę do pracy i po 8 godzinach wrócę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zmęczony, ale zadowolony- ze swojego dzieła, z wkładu w rozwój lokalnej społeczności no i z pensji. Moje wyobrażenie nie mogło być chyba bardziej mylne...
Oto zapiski z mojej pracy, spojrzenie “od wewnątrz” na pracę w jednym z polskich urzędów. Przy okazji zastrzegam sobie prawo do podkolorowania moich historii, ale o nie więcej niż 10%. ;)

niedziela, 2 lutego 2025

Dzień trzysta czwarty - final countdown 3/3

Ale i na tym się nie skończyło. Domyśliłem się tego jeszcze na urlopie, gdy jednego dnia zobaczyłem jak na telefonie wyskoczyło mi powiadomienie, że dzwoni Urząd. Nikt znajomy z Urzędu nie dzwoni do mnie ze stacjonarnego. Wiedziałem kto to był- Harpie. Nie wiedziałem tylko czego chcą, ale w sumie miałem już na to mocno wywalone. Kończyłem pisać ważne ogłoszenie.

Ale już wiedziałem wracając po urlopie, że będzie ciąg dalszy. Tylko nie wiedziałem jaki, więc z zaciekawieniem poszedłem do pracy. Chyba pierwszy raz od wielu lat. I faktycznie, z samego rana telefon, że mam się stawić u Harpii. Tradycyjnie już bez powitania.
-Podpisz to.

Spojrzałem na pismo. Przeniesienie do ogrodnika na kolejne 3 miesiące. Tak, miesiące. Data pisma z mojego urlopu, a więc to chciały. Sekretarz tak mocno zbóldupił, że postanowił jeszcze mi dojebać. Ale nie ze mną te numery. I od razu poszedłem do Szefa wszystkich Szefów.
-Dzień dobry. Ale wie pan co? Inaczej się umawialiśmy.
Zacząłem kładąc mu pismo na biurko.
-Miałem nie marudzić i przyjąć naganę i karę. Tak właśnie zrobiłem. Mieliśmy zamknąć tym temat, a to co?
Zapytałem gdy czytał pismo.
-Kurwa. Młody, idź do siebie, to pismo nie istnieje.
-Rozumiem. Cieszę się, że się dogadujemy.

I poszedłem do swojego biura. Spokojnie zaparzyłem kawę, zacząłem plotki. Gdy zadzwonił telefon u Szefa, a ponieważ nie było go w biurze to poszedłem odebrać.
-Halo?
-Jest Szef?
Słyszę jedną z Harpii po drugiej stronie.
-Nie ma.
Odłożyła telefon. Nie zdążyłem wrócić do biurka gdy zaczął dzwonić ponownie.
-Halo?
-Co ty tam robisz Młody?!
Ewidentnie wkurwiona Harpia.
-Pracuje?
-Miałeś być u ogrodnika. Sekretarz ci kazał. Masz pismo.
-A właśnie, że nie mam. Jeśli masz z tym jakiś problem zadzwoń do Szefa wszystkich Szefów.
Po czym bezceremonialnie rzuciłem słuchawka. Ale tak, żeby słyszała to dobrze. I wróciłem do parzenia kawy. Dziś była mi potrzebna - pierwszy dzień po urlopie, a za 2 godziny miałem umówiony telefon z rekruterką.

Od tego momentu sprawy potoczyły się szybko. W ciągu dwóch tygodni dostałem ofertę pracy, z warunkami o których w Urzędzie mógłbym pomarzyć. Oczywiście ją przyjąłem. Tego samego dnia wieczorem zadzwoniłem do mojej współpracownicy żeby ją o tym uprzedzić. Jest na tyle spoko, że chciałem dać jej możliwość przygotowania się na ewentualną gównoburzę. A następnego dnia z samego rana poszedłem do Szefa wszystkich Szefów z gotowym pismem o porozumieniu stron i silnym postanowieniem nie wychodzenia z jego biura bez podpisu.

Cel ten był dość ważny. Nauczony doświadczeniem innych wiedziałem, że jeśli Harpie by się dowiedziały szybciej, to robiłyby wszystko, żeby jak najbardziej to odejście utrudnić. Z czystej ludzkiej złośliwości. A tak poszło bardzo szybko i przyjemnie, zgodziliśmy się na dwutygodniowy okres wypowiedzenia tak, żebym pozamykał bieżące sprawy. A przede wszystkim, żebym pożegnał się z ludźmi, których zwyczajnie polubiłem.

Ostatnie 10 dni w Urzędzie spędziłem głównie na sponsorowanych przeze mnie kawach, na których opowiadałem o tej całej sytuacji i mówiłem o dwuletnim procesie nabywania nowych kompetencji. Tak, żeby nikt nie miał złudnego wrażenia, że odszedłem przez zatarg z Sekretarzem. O nie. Odszedłem, bo to faktycznie wyjątkowo toksyczne miejsce pracy.

To, co mnie w tym ostatnim okresie ucieszyło, to dużo słów o tym, jak bardzo podziwiają mnie za stanie wyprostowanym przed sekretarzem i umiejętności znalezienia dobrej pracy po latach w Urzędzie.

I tak kończy się ta historia. Szczęśliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz