"Ludzie mówią, że powinienem być urzędnikiem. Piję dużo kawy i mam wszystko w dupie."
Zanim poszedłem do urzędu myślałem, i to całkiem poważnie, że to normalne miejsce pracy jak każde inne. Że rano pójdę do pracy i po 8 godzinach wrócę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zmęczony, ale zadowolony- ze swojego dzieła, z wkładu w rozwój lokalnej społeczności no i z pensji. Moje wyobrażenie nie mogło być chyba bardziej mylne...
Oto zapiski z mojej pracy, spojrzenie “od wewnątrz” na pracę w jednym z polskich urzędów. Przy okazji zastrzegam sobie prawo do podkolorowania moich historii, ale o nie więcej niż 10%. ;)

czwartek, 7 kwietnia 2016

Dzień dwieście czwarty- z poradnika młodego urzędnika.

Siedząc i drapiąc się po jajkach myślałem, co by Wam tutaj napisać w tym tygodniu. Kto dużo myśli ten zostaje myśliwym, więc po kilku godzinach i trzech kawach wreszcie ustrzeliłem jakiś pomysł. Napiszę Wam krótki poradnik jak pisać uchwałę dla rady miasta, gminy, powiatu, sejmiku, pewnie do sejmu działa to podobnie, choć głowy nie dam. Może jak będę miał dobry humor to poradników powstanie więcej, w tym ten dotyczący bycia ogarniętym finansowo wg Dziada.
Tymczasem- uchwała. Ważny akt prawny, który czasem trzeba popełnić, bo nie wszystko można odwalić na lewo i po cichu. Niestety. Na przykładzie własnego Urzędy napiszę więc poprawną ścieżkę legislacyjną dla tego typu dokumentu od momentu wyniknięcia potrzeby jego napisania.

1.Panikuj.
Koniecznie przebiegnij przez cały urząd i pożal się największej ilości osób jak to ciężko będziesz musiał pracować w najbliższym czasie oraz jak potworna krzywda na Ciebie spadła.

2.Poszukaj materiałów referencyjnych.
Nie ma bata. Ktoś, kiedyś, gdzieś musiał już coś takiego zrobić. Google i BIP Twoimi przyjaciółmi. Najlepiej znaleźć uchwały jak najświeższe i jak najbliższe. Tegoroczne i z tego samego województwa? Bingo. Ale jeśli widząc z okien urzędu nasze zimne, Polskie morze nie znajdziesz nic innego jak uchwała rady gminę jakiejś tatrzańskiej wiochy sprzed 10 lat to też będzie spoko. W dobrym stylu jest znaleźć jak najwięcej uchwał z jak największego przekroju lat i terenów.

3.Panikuj v2.
Gdy już zgromadzisz materiały referencyjne i dokonasz ich analizy okaże się, że każdy robi inaczej i jak zwykle w naszym kraju nie ma jednej odpowiedzi na najprostsze pytanie.

4.Kopiuj-wklej.
Po otarciu łez i kolejnej rundzie po urzędzie, w której wytłumaczysz wszystkim, że nie tylko będziesz ciężko pracował, to jeszcze jest to problematyczne, zacznij kopiować do nowego dokumentu wyrwane z kontekstu części znalezionych uchwał. Klucz- to co Ci odpowiada. Zbierasz zapisy przyjemne, pomijasz te mniej przyjemne.
Po skończeniu wygładzasz tego potwora Frankensteina, którego właśnie stworzyłeś, żeby nie było widać, że jest zszyty z różnych części. Wyrównaj formatowanie i wygładź tekst zamieniając przy okazji nazwy własne. Koniecznie sprawdź aktualność aktów prawnych (pro-tip, jeśli coś jest sprzed 10 lat na bank są nieaktualne, jeśli coś jest z tego roku to przy naszym burdelu prawodawczym pewnie też już nie jest).
Ważna uwaga- sprawdzając aktualność aktów także do nich zerknij. Może się okazać, że ktoś wpadł na pomysł wywalenia paragrafu, na który chcesz się powołać.

5.Konsultacje.
Teraz z tym potworem, który już potwora nie przypomina biegnij do radcy prawnego. Ten przejrzy Twoje dzieło i wstawi pieczątkę, że nie wnosi uwag.

6.Biuro Rady.
Zaraz po tym czym prędzej odwiedź biuro rady. Tam powiedzą Ci, że masz źle, a radca ogółem i tak przybija wszystko jak leci bo ma kompletnie wyjebane. A do tego masz błędy w formatowaniu niezgodne ze sztuką i jeden ze skopiowanych na żywca paragrafów głosi, że musisz dokonać konsultacji ze społeczeństwem.

7.Panikuj v3.
Zaraz po usłyszeniu tego obowiązkowa runda po urzędzie żaląc się, jak to na wszystkim musisz się znać wliczając w to pisanie uchwał. I że w ogóle musisz przeprowadzić konsultacje.

8.Konsultacje v2.
Nawet nie próbuj z plebsem. Od razu walisz do obsługi prawnej organu wyżej i po zorientowaniu się wracasz do Biura Rady, żeby dokonsultować sposób odwrócenia kota ogonem i uniknięcia potrzeby słuchania opinii byle kogo z ulicy. Oczywiście znajdujesz, bo to nie jest tak, że nie masz narzędzi do uniknięcia niepotrzebnych głupot. 

9.Konsultacje v3.
Teraz możesz zacząć rozmawiać z ludem. Najlepiej poprzez wrzucenie projektu na nie odwiedzaną stronę internetową urzędu z niewiele mówiącym tytułem i najkrótszym możliwym czasem na zgłaszanie uwag. I tak planujesz z góry ujebać ewentualne zastrzeżenia pod względem formalnym, no ale lepiej, żeby w ogóle ich nie było.

10.Acta est fabula.
Możesz sam sobie uścisnąć dłoń. Uwag z konsultacji nie było (ewentualnie wszystkie w niszczarce przez błędy formalne), radni oczywiście klepną, przecież i tak się na tym nie znają, a Ty możesz wrócić do picia kawy. Dobrze odwalona robota na najbliższy miesiąc.

2 komentarze:

  1. cały wydział miał polewkę, kropka w kropkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to jednak faktycznie wszędzie tak jest ;)

      Usuń