"Ludzie mówią, że powinienem być urzędnikiem. Piję dużo kawy i mam wszystko w dupie."
Zanim poszedłem do urzędu myślałem, i to całkiem poważnie, że to normalne miejsce pracy jak każde inne. Że rano pójdę do pracy i po 8 godzinach wrócę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Zmęczony, ale zadowolony- ze swojego dzieła, z wkładu w rozwój lokalnej społeczności no i z pensji. Moje wyobrażenie nie mogło być chyba bardziej mylne...
Oto zapiski z mojej pracy, spojrzenie “od wewnątrz” na pracę w jednym z polskich urzędów. Przy okazji zastrzegam sobie prawo do podkolorowania moich historii, ale o nie więcej niż 10%. ;)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Dzień sto sześćdziesiąty szósty- ostatki.

Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki. Ja na szczęście nie potrzebuje się do tego uciekać. Ostatnio jednak coraz ciężej przychodzi mi pisać ten blog. Nie dlatego, że wszystko wydaje mi się tutaj powtarzać, że cisnę ciągle te same kalki jadąc po tych samych schematach (choć to też), ale dlatego, że doszedłem do pewnej granicy. A właściwie to zostałem do niej dociśnięty i nawet to pisanie, które początkowo było sposobem na ujście frustracji, w tej chwili ją tylko powiększa. Dlatego pewnie w najbliższym czasie pojawi się tutaj trochę zmian, o których już pisałem i zobaczę, jak wyjdą.
Niestety urząd to miejsce, które wygląda inaczej niż się większości wydaje. Tzn. może akurat Wy już macie właściwe pojęcie o nim. Niby jest miło, niby jest fajnie, ale wcale tak nie jest. Niedawno jeden z większych portali z informacjami (tzn. same info przeleciało przez wszystkie, ale skupię się na jednym) pisał o planowanych podwyżkach dla urzędników. Bardzo fajnie dziennikarz to ujął w jednym zdaniu pisząc “średnie wynagordzenie w urzędzie jest wyższe niż w prywatnych firmach”, a w drugim dodał “dla budżetówki wynosi ok 3,5k”. Typowa, polska, rzetelność, bo do budżetówki wliczają się też np. górnicy. Więc jeśli górnik ma 7k, a urzędnik 2k to faktycznie średnio mają 4,5. Skandal, obciąć urzędnikom.
Ja sam mam odpowiedzialność finansową za magazyn o wartości prawie 1.000.000 plnów, zajmuję się dotacjami po kilkadziesiąt tysi, pracuję za 3, bo jak wiecie Dziad i Szef nawet jeśli by się zdarzyło, że by chcieli, to nie potrafią, do tego wszystkie te treningi w nadgodzinach i weekendami, a jak się tym wszystkim zajmę to mogę usiąść do obowiązków stanowiska, na którym jestem zatrudniony- sekretarki. A żebym się nie nudził to może transport papieru jeszcze rozładuję.
Nie narzekam, że pracy jest sporo. Po prostu trochę smutno mi na serduszku, że zarabiam mniej od sprzątaczek w szkole. Po sąsiedzku siedzę z wydziałem zajmującym się edukacją, więc niestety doskonale wiem, ile one zarabiają. Z tym smutkiem postanowiłem podzielić się z Szefem wszystkich Szefów. Już ileś razy obiecywał podwyżkę, m.in. gdy dzieliłem się z nim opłatkiem. Do rozmowy przygotowałem się wyjątkowo starannie, zgromadziłem wszystkie dokumenty jakie mam, wszystkie zakresy obowiązków (których jak wiecie nie mam jednego), przemyślałem jak w cenzuralnych słowach przekazać mu, że już zaczynam odczuwać dość duży dyskomfort w związku z nieustannym rypaniem mnie w dupę przez Urząd. Wpierw kilka dni musiałem zabiegać, żeby w ogóle móc się z nim zobaczyć, a gdy zadzwonił, że mam wpaść, to tak jakoś się mu zdarzyło, że w czasie jaki zajmuje mi przejście z mojego do jego biura zorganizował sobie spotkanie i musiałem prawie godzinę czekać na korytarzu. Tylko po to, żeby w jednym zdaniu powiedział mi, że do tematu wrócimy po radzie, bo musi wiedzieć, jakim budżetem dysponuje.
Minęła jedna rada. Minęła druga. Do tematu nie wróciliśmy. W końcu sam postanowiłem wrócić. Schemat taki sam jak powyżej, kilka dni zabiegania i dobre pół godziny na korytarzu, żeby tylko usłyszeć, że jak dziś wtorek to mam przyjść w piątek i wtedy pogadamy. “Wpadnij o którejkolwiek, będę cały dzień”. Spoko, a teraz żarcik. Tego samego dnia wziął urlop do końca tygodnia, więc oczywiście w piątek w robocie go nie było. Dzięki. W przypadku, gdyby co miesięczny przelew na konto dotychczas nie uświadomił mi, że jestem bezwartościowy, to teraz już nie muszę mieć żadnych wątpliwości.
Kiedyś wcześniej pisałem Wam, że robiłem podyplomówkę z administracji. LOL & ROTFL & LMAO. Na jaką ciężką cholerę mi to było? Nie wiem. Chyba dlatego, że nie miałem co zrobić z wolnymi weekendami i X.XXX plnów. Prawie nic się tam nie dowiedziałem, poza kilkoma oczywistymi oczywistościami. M.in., że ludzie pracują dla jakiegoś celu. Pieniędzy, szczacunku, przywilejów. Pieniędzy z tego mam jak kot napłakał. Szacunku jak widzicie nie okazuje nawet pracodawca. Ba! Jego prawa ręka to przez te lata, gdy tu pracuję jeszcze nigdy nie odpowiedział mi “dzień dobry”. Nic nie mówiąc o choćby pobierznym spojrzeniu w moim kierunku. Trzeba przyznać, buc jakich mało, ale czego oczekiwać po człowieczku witających pracownika od grzecznościowego “Ty kurwo”. Jestem pewien, że to musi być z wielkiej litery, bo tak drze mordę, że inaczej tego zinterpretować nie można.
To może chociaż przywileje? Tjaaa… Jakie ja mógłbym mieć przywileje. Może choć po znajomości coś w Urzędzie załatwić. Gdzie tam. Poszedłem załatwić jedno pozwolenie, przy którym oczywiście nie wymieniono wszystkich niezbędnych załączników, to kazali mi wypieprzać. Nie to, żebym złożył i doniósł jutro, przecież pracujemy razem. Nie, nie, bierz śmieci i uzupełnij.


Niedługo, mam przynajmniej taką nadzieję, to spotkanie, które miało się już odbyć. Jak dla mnie spotkanie ostatniej szansy, choć nawet jeśli nie wyjdzie pomyślnie, to i tak jestem tu udupiony na dłuższy czas. Tak jak wcześniej przygotowałem już się do niego merytorycznie i ułożyłem wypowiedź:
“Słuchaj, bambusie, siedziałem se na wakacjach w Chorwacji i jak piłem kawę podszedł do mnie Obama i mówi ‘Zią, padł mi Blackberry, a muszę sprawdzić maila, mogę od ciebie?’, a ja na to ‘sorry mah nigga, ale nie stać mnie na roaming’, a on mi sprzedał blachę w banię mówiąc ‘kurwa, ale żal’, a ja na to ‘bo mnie w Urzędzie nie płacą dobrze’, na co stwierdził, że tu nigdy nie przyjedzie. Teraz możesz se podziękować, Szefie wszystkich Szefów, że nie będzie prezydenta USA w Urzędzie.”

Myślicie, że jeśli tona dokumentów i racjonalnych argumentów do niego nie przemówiła, to to da radę? Mam taką nadzieję

11 komentarzy:

  1. Nie chcę być niemiła, ale może czas na zmianę pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tja... Choć nie jest to tak łatwe, jakby się wydawało. W każdym bądź razie, jestem tu udupiony jeszcze co najmniej przez rok. Chyba, że wygram dziś w lotto.

      Usuń
  2. No, chyba czas na zmianę - mam wrażenie ze cokolwiek to nowe by to nie było to może być tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cokolwiek- może. Ale nic- niekoniecznie.

      Usuń
  3. Szukaj nowej pracy, nie ma co się męczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z różnych powodów, które niech pozostaną słodką tajemnicą, muszę tu wytrwać jeszcze ok roku...

      Usuń
  4. A na razie, dopóki tam jeszcze pracujesz, wydrukuj sobie zakres obowiązków, na dole kartki napisz ile zarabiasz i kiedy rozmaite dziady, czy inne szefy będą czegoś od Ciebie chcieć, bez słowa pokazuj na tę kartkę. Tyle Ci jeszcze od życia zostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie doceniasz przebiegłości Urzędu w dymaniu pracowników. Moje zakresy obowiązków (tak, liczba mnoga, bo mam 2, jeden wykluczający drugi i dla 2 różnych stanowisk) kończą się pozycją "oraz pozostałe polecenia przełożonych". Ergo- mam zakres obowiązków ograniczony tylko fantazją szefostwa.

      Usuń
    2. No tak, to trochę zawęża pole manewru. Jednak jest jeszcze jedna metoda żeby utruć buców. Groźna, może sparaliżować pracę urzędu, ale warto spróbować. Otóż można po prostu literalnie, co do przecinka wykonywać polecenia przełożonych. Wyłącznie polecenia, bez inicjatywy, bez domyślnej interpretacji. Oczywiście czasem przysporzy Ci to dodatkowej roboty, ale spieszy Ci się gdzieś? No i przede wszystkim zawsze pytaj "ale jak to trzeba zrobić, pokaże mi szef?" i rób dokładnie tak jak pokazuje. Wymaga pewniej dozy bezczelności, ale w wojsku miałem z tego sporo uciechy, chociaż było trochę odkręcania. Ale wina spadała na moich przełożonych i to oni się tłumaczyli. Najwięcej radości miałem kiedy mnie opieprzali, a ja patrzyłem takim psim ufnym wzrokiem. Polecam.

      Usuń
  5. Biorąc pod uwagę powyższe pozostaje tylko napisać "trzymaj się"!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic nie musisz.... Lojalka? Sorry, ale zdrowie jest ważniejsze. Mi brakowało kiedyś 3 miesiące i zmieniłem robotę, bo już dogorywałem. Naprawdę są fajne urzędy (a raczej ludzie w nich).

    OdpowiedzUsuń